poniedziałek
Otwiera drzwi i zaprasza mnie do środka. Przekraczam próg i staję na środku pomieszczenia, które jak widać jest przedpokojem. Rozglądam się wokół zanim chłopak zaprowadzi mnie dalej. Ku moim oczom pojawia się niesamowicie wielki salon połączony razem z kuchnią i jadalnią. Widzę także schody prowadzące do góry. Pięknie.
- Mieszkasz sam? - odzywam się.
- Tak, wyprowadziłem się rok temu.
- Sam w tak dużym domu? hm - mówię do siebie i na chwilę tracę kontrolę.
- Adela? Łazienka na piętrze w prawo. - powtarza chłopak i śmieje się.
- A tak, przepraszam, zamyśliłam się. - odpowiadam i odwracam się w kierunku schodów.
Biorę wdech i udaje się na górę, zgodnie ze wskazówką. Bez większego problemu znajduję łazienkę. Uchylam drzwi i wchodzę do niej. Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam jest naprawdę spora wanna i ogromne lustro. Staję przed nim i załamana patrzę na mój wygląd. Ściągam z siebie tą brudną koszulkę po czym rzucam ją na podłogę. Odkręcam wodę w kranie i czekam aż naleje się jej wystarczająco dużo, aby zapełnić choć połowę wanny. W międzyczasie zorientowałam się, że nie mam ręcznika. Głupio mi grzebać po szafkach, dlatego wystawiam głowę zza drzwi od pomieszczenia i krzyczę.
- Dawid! Gdzie mogę znaleźć ręcznik?
- Jest w szafce obok umywalki. - odpowiada od razu.
Cofam się z powrotem i zauważam, że nalało się wystarczająco wody. Najpierw nogą sprawdzam czy woda nie jest ona gorąca. Następnie bez zastanowienia zanurzam swoje ciało w gorącej kąpieli. Tego było mi trzeba. Po dobrych piętnastu minutach postanawiam wyjść, kiedy uświadamiam sobie, że nie mam co na siebie włożyć. Boże. Spanikowałam, owinęłam się we wcześniej wyciągnięty z szafki ręcznik i stanęłam na środku łazienki myśląc co zrobić.
- Adela, wszystko okej? - usłyszałam zmartwiony głos chłopaka za drzwiami.
- T-tak, tylko wiesz. Jakby nie mam czystych ubrań. - mamroczę.
- Pomyślałem o tym, mogę wejść? - pyta.
Cholera. Jestem w samym ręczniku, a on chce tu wejść.
Stoję na dywaniku, a z moich włosów kapią krople wody.
W końcu jednak odpowiadam.
- Jasne, wchodź.
Brunet otwiera szeroko drzwi i widząc mnie na chwilę zamiera. Jednak szybko wraca na ziemię i rzuca w moją stronę białą, dużą koszulkę.
- Załóż moją, może i za duża, ale na pewno czysta i pachnąca. - mówi
Faktycznie, pachnie idealnie, jego perfumy czuć już w całej łazience.
- Dziękuję - odpowiadam niezręcznie.
- Ubieraj się szybko i schodź na dół, bo przygotowałem coś na przekąskę. Oh, zapomniałbym. Nawet cała mokra, owinięta ręcznikiem i rozmazana pod oczami od tuszu do rzęs wyglądasz niesamowicie. - uśmiecha się szeroko po czym opuszcza pomieszczenie.
Nie wierzę. Rumieniec oblewa całe moje policzki. Mogę się założyć, że wyglądam teraz jak typowy burak. On to naprawdę powiedział. Szczerze się do siebie jak nigdy.
... Wkładam przez głowę koszulkę, a następnie podchodzę do umywalki, aby umyć twarz. Spoglądam w lustro i odskakuję. Jezu. Faktycznie mocno się rozmazałam. Współczuję mu, że zobaczył mnie w takim stanie. Chwilę potem wychodzę z łazienki i zmierzam na dół, do salonu.
Dawid stoi przy stoliku, obok którego znajduje się kanapa i stawia na nim miskę z popcornem.
Nagle przenosi na mnie wzrok nic nie mówiąc i podchodzi bliżej.
- Usiądziesz? - pyta i pokazuje palcem na sofę.
Kiwam głową.
- Napijesz się czegoś? - ponownie zadaje mi pytanie trzymając w jednej ręce dzbanek z lemoniadą, a w drugiej puszkę somersby.
- Hm, może lemoniady - odpowiadam.
Chłopak wchodzi do kuchni, kładzie oba dzbanki na blat i wyciąga ze zmywarki dwie szklanki. Obserwuję każdy jego ruch. Nalewa lemoniady do pełna, sięga jeszcze po rurkę, kroi świeży plaster cytryny po czym wrzuca go do wody i idzie do mnie.
Jest mi okropnie niezręcznie, niby jestem otwartą osobą i przez dziewiętnaście lat mojego życia nie zdarzyło się jeszcze tak, żebym bała się do kogoś odezwać. Nigdy nie sprawiało mi to żadnego problemu i zazwyczaj to ja zaczynałam rozmowę pierwsza. No cóż, w tym przypadku jest inaczej. Nie rozumiem, dziwne. Zamyślam się i nie słyszę, kiedy Dawid zaczyna coś do mnie mówić.
- Adela, jesteś tam jeszcze? - mówi machając mi ręką przed oczami.
Znowu nie uważałam.Wyjdę przed nim na totalną idiotkę.
- Tak, przepraszam, nie wiem co dzieje się ze mną dzisiaj. To chyba Ty tak na mnie działasz. - odpowiadam mu, całkiem nieświadoma, co właśnie powiedziałam.
Dawid patrzy się na mnie upijając łyk lemoniady i zauważam jak kąciki jego ust podnoszą się do góry. Z trudem powstrzymuje śmiech.
- Onieśmielam Cię? - Odkłada szklankę na stolik, kładzie ręce na kolana i patrzy mi się w oczy.
- C-co. Cholera nie to miałam na myśli. - zażenowana chowam twarz w dłonie.
Dlaczego odlatuję przy nim do innego świata? Co się ze mną dzieje?
Po chwili słyszę jak podnosi się z kanapy i kuca na przeciwko mnie. Zabiera moje dłonie i uśmiecha się. Ale to nie ten uśmiech, który widziałam dziś. Hm, jakby się wstydził?
Pomiędzy nami panuje cisza, czuję jakby za chwile miało wyskoczyć mi serce. Dawid siada obok mnie i zmienia temat, bo wydaje się jakbyśmy oboje nie wiedzieli zbyt co powiedzieć.
- To, opowiedz mi coś o sobie - oznajmia.
Z miski leżącej na stoliku biorę wcześniej zrobiony popcorn i zaczynam mówić.
- Mam dziewiętnaście lat. Na ogół jestem naprawdę bardzo otwartą osobą. Z wyjątkiem dzisiejszego dnia, co już raczej wiesz. Uwielbiam chodzić na imprezy, kocham naleśniki z sosem czekoladowym, kiedyś trenowałam koszykówkę, ale z powodu kontuzji zrezygnowałam.
Mówię i mówię, teraz buzia mi się nie zamyka. Ale o dziwo Dawid słucha cały czas, nie nudzi go to. Chyba, że tak dobrze udaje...W końcu można powiedzieć, że kończę i nakłaniam chłopaka, aby teraz on teraz coś powiedział. Kiwa głową.
... Dowiaduje się, że planuje iść na studia, Ma dwóch braci. Jeden z nich mieszka za granicą. W wolnym czasie lubi grać na gitarze, biegać. Fajnie.
Rozmawiamy już od dłuższego momentu. Każdy z nas traci poczucie czasu, kiedy w którejś chwili uświadamiam sobie, że właśnie jestem w pracy. Zrywam się na równe nogi i zaczynam panikować. Wyciągam telefon z kieszeni od spodni i spoglądam w ekran. Dwanaście nieodebranych połączeń, Kurwa. No to pięknie. Postanawiam natychmiast oddzwonić, przeprosić za zaistniałą sytuację i skłamać, że wypadło mi coś bardzo ważnego, więc nie pojawię się już dziś w pracy. Szef jest naprawdę mocno zdenerwowany, ale oznajmia, że przymknie na to oko. Jednak ma się to więcej nie powtórzyć. Obiecuję to i rozłączam się.
- Przepraszam, to moja wina - mamrocze chłopak i nerwowo przeczesuje rękami włosy.
- Przestań, to ja powinnam się w końcu ogarnąć i patrzeć na zegarek - odpowiadam
Oboje zaczynamy się śmiać.
- To, co dziś robisz? - pyta niezręcznie chłopak i oczekuje mojej odpowiedzi.