środa, 17 lutego 2016

ROZDZIAŁ DRUGI

poniedziałek



Otwiera drzwi i zaprasza mnie do środka. Przekraczam próg i staję na środku pomieszczenia, które jak widać jest przedpokojem. Rozglądam się wokół zanim chłopak zaprowadzi mnie dalej. Ku moim oczom pojawia się niesamowicie wielki salon połączony razem z kuchnią i jadalnią. Widzę także schody prowadzące do góry. Pięknie.
- Mieszkasz sam? - odzywam się.
- Tak, wyprowadziłem się rok temu.
- Sam w tak dużym domu? hm - mówię do siebie i na chwilę tracę kontrolę.
- Adela? Łazienka na piętrze w prawo. - powtarza chłopak i śmieje się.
- A tak, przepraszam, zamyśliłam się. - odpowiadam i odwracam się w kierunku schodów.
Biorę wdech i udaje się na górę, zgodnie ze wskazówką. Bez większego problemu znajduję łazienkę. Uchylam drzwi i wchodzę do niej. Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam jest naprawdę spora wanna i ogromne lustro. Staję przed nim i załamana patrzę na mój wygląd. Ściągam z siebie tą brudną koszulkę po czym rzucam ją na podłogę. Odkręcam wodę w kranie i czekam aż naleje się jej wystarczająco dużo, aby zapełnić choć połowę wanny. W międzyczasie zorientowałam się, że nie mam ręcznika. Głupio mi grzebać po szafkach, dlatego wystawiam głowę zza drzwi od pomieszczenia i krzyczę.
- Dawid! Gdzie mogę znaleźć ręcznik?
- Jest w szafce obok umywalki. - odpowiada od razu.
Cofam się z powrotem i zauważam, że nalało się wystarczająco wody. Najpierw nogą sprawdzam czy woda nie jest ona gorąca. Następnie bez zastanowienia zanurzam swoje ciało w gorącej kąpieli. Tego było mi trzeba. Po dobrych piętnastu minutach postanawiam wyjść, kiedy uświadamiam sobie, że nie mam co na siebie włożyć. Boże. Spanikowałam, owinęłam się we wcześniej wyciągnięty z szafki ręcznik i stanęłam na środku łazienki myśląc co zrobić.
- Adela, wszystko okej? - usłyszałam zmartwiony głos chłopaka za drzwiami.
- T-tak, tylko wiesz. Jakby nie mam czystych ubrań. - mamroczę.
- Pomyślałem o tym, mogę wejść? - pyta.
Cholera. Jestem w samym ręczniku, a on chce tu wejść.
Stoję na dywaniku, a z moich włosów kapią krople wody.
W końcu jednak odpowiadam.
- Jasne, wchodź.
Brunet otwiera szeroko drzwi i widząc mnie na chwilę zamiera. Jednak szybko wraca na ziemię i rzuca w moją stronę białą, dużą koszulkę.
- Załóż moją, może i za duża, ale na pewno czysta i pachnąca. - mówi
Faktycznie, pachnie idealnie, jego perfumy czuć już w całej łazience.
- Dziękuję - odpowiadam niezręcznie.
- Ubieraj się szybko i schodź na dół, bo przygotowałem coś na przekąskę. Oh, zapomniałbym. Nawet cała mokra, owinięta ręcznikiem i rozmazana pod oczami od tuszu do rzęs wyglądasz niesamowicie. - uśmiecha się szeroko po czym opuszcza pomieszczenie.
Nie wierzę. Rumieniec oblewa całe moje policzki. Mogę się założyć, że wyglądam teraz jak typowy burak. On to naprawdę powiedział. Szczerze się do siebie jak nigdy.
... Wkładam przez głowę koszulkę, a następnie podchodzę do umywalki, aby umyć twarz. Spoglądam w lustro i odskakuję. Jezu. Faktycznie mocno się rozmazałam. Współczuję mu, że zobaczył mnie w takim stanie. Chwilę potem wychodzę z łazienki i zmierzam na dół, do salonu.
Dawid stoi przy stoliku, obok którego znajduje się kanapa i stawia na nim miskę z popcornem.
Nagle przenosi na mnie wzrok nic nie mówiąc i podchodzi bliżej.
- Usiądziesz? - pyta i pokazuje palcem na sofę.
Kiwam głową.
- Napijesz się czegoś? - ponownie zadaje mi pytanie trzymając w jednej ręce dzbanek z lemoniadą, a w drugiej puszkę somersby.
- Hm, może lemoniady - odpowiadam.
Chłopak wchodzi do kuchni, kładzie oba dzbanki na blat i wyciąga ze zmywarki dwie szklanki. Obserwuję każdy jego ruch. Nalewa lemoniady do pełna, sięga jeszcze po rurkę, kroi świeży plaster cytryny po czym wrzuca go do wody i idzie do mnie.
Jest mi okropnie niezręcznie, niby jestem otwartą osobą i przez dziewiętnaście lat mojego życia nie zdarzyło się jeszcze tak, żebym bała się do kogoś odezwać. Nigdy nie sprawiało mi to żadnego problemu i zazwyczaj to ja zaczynałam rozmowę pierwsza. No cóż, w tym przypadku jest inaczej. Nie rozumiem, dziwne. Zamyślam się i nie słyszę, kiedy Dawid zaczyna coś do mnie mówić.
- Adela, jesteś tam jeszcze? - mówi machając mi ręką przed oczami.
Znowu nie uważałam.Wyjdę przed nim na totalną idiotkę.
- Tak, przepraszam, nie wiem co dzieje się ze mną dzisiaj. To chyba Ty tak na mnie działasz. - odpowiadam mu, całkiem nieświadoma, co właśnie powiedziałam.
Dawid patrzy się na mnie upijając łyk lemoniady i zauważam jak kąciki jego ust podnoszą się do góry. Z trudem powstrzymuje śmiech.
- Onieśmielam Cię? - Odkłada szklankę na stolik, kładzie ręce na kolana i patrzy mi się w oczy.
- C-co. Cholera nie to miałam na myśli. - zażenowana chowam twarz w dłonie.
Dlaczego odlatuję przy nim do innego świata? Co się ze mną dzieje?
Po chwili słyszę jak podnosi się z kanapy i kuca na przeciwko mnie. Zabiera moje dłonie i uśmiecha się. Ale to nie ten uśmiech, który widziałam dziś. Hm, jakby się wstydził?
Pomiędzy nami panuje cisza, czuję jakby za chwile miało wyskoczyć mi serce. Dawid siada obok mnie i zmienia temat, bo wydaje się jakbyśmy oboje nie wiedzieli zbyt co powiedzieć.
- To, opowiedz mi coś o sobie - oznajmia.
Z miski leżącej na stoliku biorę wcześniej zrobiony popcorn i zaczynam mówić.
- Mam dziewiętnaście lat. Na ogół jestem naprawdę bardzo otwartą osobą. Z wyjątkiem dzisiejszego dnia, co już raczej wiesz. Uwielbiam chodzić na imprezy, kocham naleśniki z sosem czekoladowym, kiedyś trenowałam koszykówkę, ale z powodu kontuzji zrezygnowałam.
Mówię i mówię, teraz buzia mi się nie zamyka. Ale o dziwo Dawid słucha cały czas, nie nudzi go to. Chyba, że tak dobrze udaje...W końcu można powiedzieć, że kończę i nakłaniam chłopaka, aby teraz on teraz coś powiedział. Kiwa głową.
... Dowiaduje się, że planuje iść na studia, Ma dwóch braci. Jeden z nich mieszka za granicą. W wolnym czasie lubi grać na gitarze, biegać. Fajnie.
Rozmawiamy już od dłuższego momentu. Każdy z nas traci poczucie czasu, kiedy w którejś chwili uświadamiam sobie, że właśnie jestem w pracy. Zrywam się na równe nogi i zaczynam panikować. Wyciągam telefon z kieszeni od spodni i spoglądam w ekran. Dwanaście nieodebranych połączeń, Kurwa. No to pięknie. Postanawiam natychmiast oddzwonić, przeprosić za zaistniałą sytuację i skłamać, że wypadło mi coś bardzo ważnego, więc nie pojawię się już dziś w pracy. Szef jest naprawdę mocno zdenerwowany, ale oznajmia, że przymknie na to oko. Jednak ma się to więcej nie powtórzyć. Obiecuję to i rozłączam się.
- Przepraszam, to moja wina - mamrocze chłopak i nerwowo przeczesuje rękami włosy.
- Przestań, to ja powinnam się w końcu ogarnąć i patrzeć na zegarek - odpowiadam
Oboje zaczynamy się śmiać.
- To, co dziś robisz? - pyta niezręcznie chłopak i oczekuje mojej odpowiedzi.

wtorek, 16 lutego 2016

ROZDZIAŁ PIERWSZY

poniedziałek, godzina 9:00



Słyszę ten przeklęty budzik. Ledwo otwieram oczy, a od razu zostaję sparaliżowana przez promienie słoneczne wpadające przez lukę pomiędzy żaluzjami w oknie. Coś czuję, że dzisiejszy dzień będzie jeszcze bardziej upalny niż wszystkie pozostałe. Zsuwam z siebie bardzo cieniutką kołdrę, odgarniam z mojej twarzy kosmyk włosów, po czym wstaję. Spoglądam na termometr postawiony za oknem na parapecie. Pokazuje on 36 stopni...gorąco. Wpatruje się w to co dzieje się na zewnątrz, kiedy słyszę głośne burczenie mojego brzucha. No tak, śniadanie. Chwytam za gumkę do włosów, związuje je sprawnie w luźny kok i wybiegam z pokoju kierując się w stronę kuchni. Idąc przez korytarz wyczuwam bardzo ładny zapach. Czy to to o czym myślę? Wchodzę do kuchni i widzę jeszcze zaspaną mamę przewracającą właśnie naleśnika na drugą stronę. 
- Pomyślałam, że się ucieszysz - mówi podając mi górę tych pyszności oblanych sosem czekoladowym z odrobiną borówek.
- Takie jak lubisz - uśmiecha się szeroko i kiwa głową. 
- Dzięki mamo - dziękuję i całuje ją w policzek.
Zabieram talerz, siadam na kanapie  i rozkoszuje się smakiem mojego śniadania. 
- Adela, muszę iść dziś wcześniej do pracy. Jedna z pracowniczek zachorowała i akurat mi trafiło się, aby ją zastąpić. Na lodówce powiesiłam listę rzeczy do zrobienia, nie jest jakaś specjalnie wielka, spokojnie. Potem pojadę jeszcze na jakieś drobne zakupy, więc wrócę przed 19, dobrze?
- Jasne, o nic się nie martw - odpowiadam i żegnam się z nią machając przez otwarte drzwi, którymi przed chwilą wyszła. 
Wracam na sofę i biorę ostatniego gryza naleśnika. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak się najadłam. Spoglądam na zegarek, który wskazuje godzinę w pół do dziesiątej, co oznacza, że za pół godziny powinnam wyjść do pracy. Zrywam się z kanapy i biegnę do łazienki. Odkręcam wodę od prysznica, zrzucam z siebie piżamę i wskakuję pod strumień wody. Po jakiś dziesięciu minutach wychodzę i owijam swoje ciało ręcznikiem. Idę tak do pokoju i wyciągam z szafy spodenki oraz zwiewną koszulkę. Pozbywam się mokrego ręcznika i kilka minut potem jestem już ubrana. Znów patrzę na godzinę. Mam coraz mniej czasu.
- Nie zdążę - krzyczę sama do siebie rozczesując sprawnie włosy. 
Natychmiast schodzę na dół, aby zmyć jeszcze brudne naczynia. Nie ma ich wiele. Całą listą zajmę się potem. Chwytam za telefon, klucze, i wychodzę z domu zamykając za sobą drzwi.
Do Pizzerii mam blisko, zajmuje mi to około pięciu minut szybkim krokiem. Ah tak, pizzeria. Tam pracuję. Przyjęli mnie na okres wakacji, abym roznosiła pizzę. Powiem szczerze, że nawet to lubię. Wystarczy pięknie uśmiechnąć się do klienta, życzyć smacznego, a napiwek gwarantowany! Idę chodnikiem i wpatruje się na latające, pięknie ćwierkające ptaki. Po chwili widzę dużą reklamę ze strzałką w prawo, która kieruje właśnie w miejsce mojej pracy. Zanim się obejrzę jestem już przed jej drzwiami. Otwieram je i od razu słyszę pracowników, wołających moje imię i jak to miło, że już jestem. Lubię tam każdą osobę, są tacy sympatyczni. Zakładam koszulkę z logo firmy i dostaję od szefa listę zamówień na dziś. Jest ich wyjątkowo mało. Dziwne. Chowam kartkę do kieszeni spodenek i czekam na pierwsze pudełko z pizzą. Wkrótce dostaje je, wychodzę na zewnątrz, wsiadam na rower i jadę w miejsce, gdzie mam ją zawieźć. Zerkam jeszcze raz na kartkę. Ulica Wilanowa 14. Odkąd się urodziłam mieszkam w tej okolicy. Całe szczęście to małe miasteczko, które mam w jednym palcu, więc praca ta, nie sprawia mi najmniejszego problemu. Piętnaście minut potem jestem u celu. Szukam wzrokiem numeru domu po czym wyciągam z koszyka pudełko z pizzą i...widzę go. Wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka, który siedzi na schodach od wejścia do bodajże swojego mieszkania i jakby, czeka na kogoś? Niemalże biegnę w jego kierunku, nie zauważając po drodze dziury w drodze, potykam się i głośną krzycząc uderzam o asfalt. Nieznajomy zauważa to, rzuca telefon w który wcześniej spoglądał i chwilę potem jest już przy mnie. Jezu.
- Nic Ci nie jest? - mówi wystraszony i łapie mnie za rękę.
Serce bije mi coraz szybciej. 
- N-nie - mamroczę próbując uniknąć z nim kontaktu wzrokowego.
- Jesteś ranna - wskazuje palcem na moje kolano.
- To sos pomidorowy - chichoczę. - od pizzy. 
Chłopak zaczyna się śmiać, ale jednocześnie czerwieni się.
- To na nią tyle czekałem! 
- Najmocniej Cię przepraszam, ja zaraz pojadę po następną, na koszt firmy. - odrzekłam
- Przestań, nie ma za co przepraszać, najważniejsze, że nic Ci nie jest - puszcza mi oczko.
Zapanowała cisza, ani on ani ja nie mamy pojęcia co powiedzieć. Jego dłoń nadal oplata moją, patrzy się na mnie uważnie, po czym wstaje i czeka, abym ja również to zrobiła. Tak się staje.
- Jestem Dawid - podaje mi rękę i uśmiecha się. Ma przepiękny uśmiech.
- Adela - rumienie się
Podnoszę kawałki pizzy z drogi i łapie się za głowę. Stoję nieruchomo nie wiedząc zbyt co mam z tym zrobić. 
- Daj, ja to wezmę - mówi chłopak
- Dziękuję. Tak mi przykro, naprawdę nie chciałam. Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja. Nie mam pojęcia jak teraz pokaże się w restauracji, szef będzie wściekły jak zobaczy jaka jestem upaćkana. - zasłaniam z zażenowania twarz rękami.
Dawid podchodzi bliżej, zabiera je i ma minę jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem. 
Nie dziwie mu się. Czeka na swoje zamówienie, po czym widzi jak jakaś wariatka jedzie na rowerze, wpatruje się w niego jak w posąg i zalicza piękną wywrotkę wywalając na siebie całe pudełko pizzy.
- Skoro tak, może wpadniesz do mnie? Skorzystasz szybko z łazienki i wrócisz do pracy. 
Czy ja się przesłyszałam? Czy on naprawdę zaprosił mnie do siebie?
- T-tak, jasne, czemu nie - słowa wymykają mi się z ust.
No nie, nie chciałam tego powiedzieć.
Ponownie chwyta mnie za rękę i prowadzi do mieszkania. Cholera.